Pytasz, dlaczego west i jak to się właściwie zaczęło?
Nawet teraz trudno o tym mówić . . .
Po czternastu latach odchodził nasz pies. Po pierwszym wylewie miał sparaliżowane tylne łapki, ale dzielnie walczył z niedołęstwem, tylko, że nasz weterynarz powiedział, ze niedługo będziemy musieli się rozstać.
Bałam się tej chwili, baliśmy się wszyscy w domu
Wtedy podjęliśmy decyzję o kupnie psa, a raczej suczki, bo psa Morusek nie tolerowałby na pewno. Co do przyszłej mieszkanki mieliśmy pewne wyobrażenia.
Po pierwsze dojrzeliśmy do tego by mieć psa rasowego, więc na pewno pies z rodowodem, a po drugie, trzecie itd.. to wymarzyliśmy sobie sunię małą, ale nie zbyt delikatną, jednocześnie szukaliśmy psiaka eleganckiego i zarazem takiego, który dotrzymałby kroku naszym dzieciom w zabawie, a mnie i mężowi na codziennych długich spacerach. Czytaliśmy, więc, rozmawialiśmy z hodowcami i trafiliśmy na WESTA i od razu wiedzieliśmy, ze to jest to!
Psiak mały, ale wytrzymały - przecież to terier, a jaki wygląd, biała szata i te czarne perełki zamiast oczu, radosny pysio i wesoły temperament.
Bardzo chciałam by Morus poznał przyszłą mieszkankę i ją zaakceptował, a może nawet czegoś nauczył o nas i naszym domu. I tak się stało, mała Mona (z domu LENA Cissa) zjawiła się u nas jako mała biała kulka w połowie listopada. Morusek był nią zauroczony, wydawało się, że ubyło mu lat, próbował się z nią bawić i wyraźnie, zupełnie tak jak kiedyś naszego młodszego syna, otaczał opieką Niestety przyszedł zimny lutowy dzień, drugi wylew i już nic nie pomogło ...
Odszedł nasz pies ...
Została Mona radosna, wesoła i pomagała zapomnieć, a my rozkochaliśmy się w tych małych, dzielnych, wesołych, ślicznych psiakach
i ... tak to się zaczęło.
 |